Owszem, był zazdrosny o uwagę, jaką poświęcano bliźniaczkom; ale zazdrość to nie

Salazar. – Przepraszamy za najście, ale...

Nieźle, pomyślał i odłożył słuchawkę, nie podając nazwiska czy numeru telefonu. Shana
Niektórzy wyglądali raczej na uczniów szkoły średniej, inni byli całkiem dorośli – uzupełniali
– Jak tam mój ulubiony policjant? – zapytała.
– Sama bym to zrobiła. – Wypatrzyła kawałek szkła, który uszedł jego uwagi, podniosła
pełen turbulencji. Czas uciekał, a Olivię ogarniały coraz gorsze przeczucia.
dziecko, żeby powstrzymać mężczyznę przed tym, co we własnym mniemaniu musi zrobić,
kilkakrotnie nie użył prezerwatywy, kilka razy namiętność wzięła górę na rozsądkiem. A
– Znalazłam ją na progu. Nie było mnie, sprawdzałam zacinający się zamek w jednym z
Szaleństwo.
pomalowano go na gołębio-szary kolor; dziś dobrze zrobiłaby mu warstwa świeżej farby.
Zignorował napis, znalazł wolne miejsce, zaparkował, zgasił silnik i czekał. Z tego
nie miał pojęcia. Montoya wspomniał nazwisko – Phyllis Terrapin, – Jak bardzo wierzyła w
– O ciebie.
- Poza negatywnym nastawieniem do świata? - Uważaj, Reed, bo nie dam ci papierka, na który tak czekasz. Podpisanego przez samą świątobliwość, sędziego Ronalda Gillette. - Nakaz przeszukania domu? - Reed sięgnął już po marynarkę. - Podpisany, opieczętowany i - rzuciła cholerny papier na biurko - oficjalnie dostarczony. - Chodźmy. - Reed wyszedł zza biurka i wskazał na gościa. - Detektyw Reuben Montoya z policji w Nowym Orleanie, detektyw Sylvie Morrisette. - Oddelegowany czy na stałe? - zapytała, mierząc wzrokiem młodszego policjanta. Jezu, co się z nią dzieje? Miała już czterech mężów, a sądząc po jej zachowaniu, rozgląda się za mężem numer pięć. Jako zaprzysiężony kawaler, Reed nie rozumiał, czemu koniecznie chciała pędzić do ołtarza z każdym nowym facetem. - Montoya szuka Marty Vasquez. - Tej od Lucille, córki pokojówki Montgomerych? - zapytała. - Właśnie. - Tak myślałam. - Sylvie pokiwała głową. - Może chce pan z nami iść? - spytała, przeczesując palcami sterczące włosy. - Już go zaprosiłem - powiedział Reed, gdy schodzili po schodach. Może dzięki Montoi zdołają wyjaśnić nagły wyjazd Lucille. Trochę to podejrzane, że tak szybko zwinęła manatki, ale instynkt mówił Reedowi, że staruszka jest niewinna. - Może zniknięcie Marty wiąże się z waszą sprawą - zastanawiał się Montoya. - Być może - przytaknął Reed, choć nie bardzo w to wierzył. - Ale ona nie należy do rodziny. Nasz morderca skupia się na członkach klanu. - Rebeka Wade jest wyjątkiem, jeśli jej śmierć ma cokolwiek wspólnego z tą sprawą. - Morrisette przestała interesować się gościem, skupiła się znów na śledztwie. Reed otworzył jej drzwi. Na ten przejaw rycerskości przewróciła oczami i mruknęła cicho: „Daruj sobie”. Wyszli na rozpaloną ulicę. - Może pan pojechać z nami jednym samochodem, Reed wszystko panu opowie. A ty będziesz pożądliwym wzrokiem lustrować towar, pomyślał Reed, ale nie odezwał się. Dobrze, że zdobyli nakaz, wreszcie będzie mógł zajrzeć do domu pani Bandeaux. Zobaczyć, jakiego trupa trzyma w szafie. - ...więc nie chcę, żebyś sama z kimkolwiek rozmawiała - powiedział Marvin Wilder, odprowadzając Caitlyn do drzwi swojego gabinetu. Był niskim mężczyzną, chyba szerszym niż wyższym. Jego biała czupryna wyraźnie kontrastowała z naturalną opalenizną. W gabinecie więcej miał trofeów golfowych niż dyplomów. Po spotkaniu Caitlyn wcale nie czuła się lepiej. Miała dość milczenia, wolałaby zrzucić z siebie ten ciężar, ale adwokat radził jej trzymać język za zębami. - Nie przekazujmy policji żadnych nowych informacji, dopóki nie wróci ci pamięć. Na razie nic nikomu nie mów. Ani policji, ani prasie, nikomu. - A mojej rodzinie? - zapytała. - Albo psychologowi? - Caitlyn, proszę, wstrzymaj się kilka dni. Daj mi trochę czasu, żebym zajął się tą sprawą. Znam prokuratora okręgowego. Pozwól, że najpierw porozmawiam z Kathy Okano i zobaczę, na czym stoimy. Poczekajmy.

w górę i napotkała jego zaciętą twarz i przymrużone dzikie oczy

desce rozdzielczej twierdził, że jest dopiero dwudziesta trzecia, Milli
nieco większy, z małym kijem baseballowym. Na plaży, z wiaderkiem
uwieszonym na szyi rozchichotanym Thaneem.
Jest bardzo podejrzliwy.
klepał ją po twarzy i szarpał za ramiona.
zakłócać spokoju Milli, ale jednocześnie nie spuszczał jej z oka.
raz: musiała zawrócić.
Osobliwy zapach, który wszędzie tu się unosił, był zapachem słonej
- Stacja obsługi - powiedział szorstko męski głos. Konkretne
jego ojcem. Zadawniona rana, jak sądzę. Poza tym jestem półkrwi
starannie rozłożone, nie zapomniano też o świeżych kwiatach. Na
zabije; powszechnie wiadomo było, że bandyta pielęgnuje zapiekłą
przed zrobieniem czegoś głupiego. A skoro już o głupich rzeczach
roku.

©2019 www.horrida.w-wyrazenie.podlasie.pl - Split Template by One Page Love